La Roux- In for the kill
Nie umiem oduczyć się chodzenia spać dużo po 1. Wiem, wiem dopiero po północy parę minut, ale w ogóle nie chcę zakończyć tego dnia. Życie jest za krótkie, aby dzień tak mało wykorzystywać :) Dużo mam chyba do napisania, ale zobaczymy czy będę umiała to ująć w jakieś spójne zdania. No to tak, zacznijmy od jutra czyli powrotu do jakże ukochanej instytucji dającej nam "wykształcenie". Kurcze... gdzie tu życie, szczęście jak prawie większość czasu spędza się na przygotowywaniu, aby godnie przeżyć. Tak, przeżyć- jeszcze nigdy chyba nie czułam, że żyję, zawsze to była taka ciężka próba dawania sobie rady. Ale powracając bardziej do przeszłości. Marnując większość soboty nad udręczaniem się nad sobą doszłam do wniosku, że przecież nie mam na co narzekać i w rzeczywistości jestem szczęśliwa, może marzę o czymś innym ale jest dobrze, bardzo dobrze :) I tak sobie zdałam sprawę (bo jako że wychowana w kulturze chrześcijańskiej staram się mimo trudności wierzyć w Boga, ale jakoś z marnym skutkiem), dlaczego wymieniony wyżej Bóg, Stwórca kto jak tam chce niech go sobie nazwie, daje na świat dzieci, które i tak po jakimś czasie umierają a ich egzystencja to sama męka (miałam na myśli wszystkie populacje Afryki, Azji i inne z trzeciego świata). Przecież oni przeżywają tych parę lat bez zupełnej radości: wojna, głód, przemoc itp. I właśnie tego samego dnia poszłam przypadkiem na Slumdoga. Nie byłam w ogóle zainteresowana tym filmem, stwierdziłam zbyt dużo reklam, gadaniny, te oscary itd. nie wiedziałam nawet o czym on jest, zresztą łatwo dojść do takiej sytuacji nie oglądając telewizji od 2 lat. I obejrzałam ten film, który był prawie o tym co myślałam, właśnie o dzieciach, ludziach nie mających przyszłości- taki zbieg okoliczności :) A teraz coś z dzisiaj. Tak bardziej o życiu, o tym że jest nieprawdopodobnie nieprzewidywalne. Nie znałam tego człowieka, nie mam pojęcia kim mógł być. Znajomy naszej rodziny gdzieś tam był na kawie ze współpracownikami, śmiali się, pili kawę i co? Bam, jakiś 65-latek runął na ziemię. Oni próbowali reanimować go- masaż serca etc. ale facet zmarł. Tak nagle, wystarczyło kilka sekund a zakończył swoje istnienie, marzenia, smutki. Czyli w takim razie nawiązując do tych Murzynków z afrykańskiej wsi, lub jakichkolwiek Azjatów, po co się rodzimy, czy mamy czegoś dokonać? Nie może być tu mowy o rozmnażaniu i przedłużeniu gatunku, bo co ma do tego 5 letni Chińczyk pobity do śmierci przez właścicieli jakieś fabryki, w której składał np.: jakąś maszynerię za miseczkę ryżu...
Ech...
Skończyłam P&P, i jestem zachwycona, zwłaszcza, że przeczytałam po angielski czyli nie zdawałam się na tłumaczenie jakiejś obcej mi baby a na moje emocje i odczucia. Piękne! Już planuję, aby w czwartek kupić coś nowego Austen, przecież w tym empiku wszystko po 2£ jeśli chodzi o niepolskie książki!
Ech...
Skończyłam P&P, i jestem zachwycona, zwłaszcza, że przeczytałam po angielski czyli nie zdawałam się na tłumaczenie jakiejś obcej mi baby a na moje emocje i odczucia. Piękne! Już planuję, aby w czwartek kupić coś nowego Austen, przecież w tym empiku wszystko po 2£ jeśli chodzi o niepolskie książki!
Co tu dużo pisać. Jakoś nie mam siły wysilać się i wrzucać wszystko o czym myślę a jest tego strasznie dużo... oj nawet więcej niż sobie mogę wyobrazić- chyba zacznę ważniejsze myśli spisywać na karteczce, aby przed końcem dnia móc się z wami tym podzielić. Raczej nic się nie zmienia, chociaż... Idę obejrzeć już 6 raz od soboty "Pride and Prejudice". Film się różni od książki pominęli sceny (chociaż nie wiem, czy wszystko dobrze rozumiem i moje własne tłumaczenie jest poprawne, bo czytam powieść w ojczystym języku autorki:P) ale i tak przekazuje wszystkie emocje, które Austen starała się ukazać opisując historię Elizabeth (nie są w stanie zrobić idealnego obrazu książki w 2 godziny :] A Darcy... wymarzony, najlepszy- tak
inteligentny... nie ma już takich mężczyzn.
inteligentny... nie ma już takich mężczyzn.
Tagi:
me
nothing in particular
Obejrzałam właśnie dwa razy podrząd "Dumę i uprzedzenie". Płakałam chyba z 3 czy 4 razy. Cudowny film o miłości, o której każdy marzy, a która w dzisiejszych czasach nie istnieje.
Tagi:
Duma i uprzedzenie
film
Nie jest w sumie źle. Oczywiście przypomniała mi się masa rzeczy które muszę jeszcze zrobić a już jest czwartek!! Tak prawie tydzień moich ferii już minął. I co? Właśnie nic, ani nie wypoczęłam, do niczego nie doszłam, żadnych niezwykłych chwil. A jutro ... Za szybko, za szybko ten czas ucieka, nie mogę z niczym się wyrobić, nie wiem czy to moja wina- może robię coś źle? Chociaż dzisiaj mam długi dzień, o tej 2 pójdę spać, coś poczytam będzie wpół do 3. Takie to życie mam bezbarwne. Nic się nie dzieje, nie mam jakiś ekscesów życiowych, okres porażek minął i zapominam. Dopadają mnie myśli, że w sumie to hmm... jestem sama, nie ma osoby, która by o mnie myślała (rodzicielka się nie zalicza). Ale może to nie jest takie ważne? Trochę się gubię.
Myślę o lecie, nie mam żadnych planów ale samo wspomnienie słońca, trawy i takich tam- o wiele mi lepiej :) Jeszcze hm... dwa miesiące i będę miała z górki, wtedy już nic mnie nie będzie obchodzić.
Fascynuje mnie to, że nic mnie nie ogranicza. Mam otwartą przyszłość, w sumie wszystko przede mną, jeszcze nic nie jest przesądzone- to jest takie piękne. Niby istnieje jakiś los, przeznaczenie. A może... chyba nie mam racji. W dużej mierze decyduje to kiedy, gdzie się urodzimy. To kształtuje nasz charakter- otoczenie gdzie się wychowujemy, rodzina, szkoła i takie tam. To ma wpływ na nasze zachowanie, podejmowane decyzje. Czyli co? Nasza przyszłość jest już przesądzona odgórnie? Jejku doszłam do tego, że nic nie jest przypadkiem. Właśnie urodzenie, to z kim przebywamy, dojrzewanie, traktowanie przez rodziców to ma aż taki wpływ. Można urodzić się w biedzie i uciec z tego, być na tyle silnym, aby dać sobie radę w życiu. Można niby być straconym, ale przebywać wśród ludzi, którzy nas pociągną w dół albo w górę. Można mieć pieniądze i czuć, że nic już nie musimy zrobić i umrzeć w tym samym miejscu nic nie wnosząc, ale można też wykorzystać te "środki materialne" i wykształcić się czy co tam chcemy. No to jak w końcu jest? Jakiś pomysł?
Trochę tu pomieszałam, najpierw teza, później doszłam do innej myśli, ale niestety piszę pod wpływem impulsu. Taka pisemna wymiana myśli :)
Co do Smolika, znalazłam fajną piosenkę a raczej tekst (fragment):
Once in my dream
I felt exactly like I was him
and feeling was strangely familiar
one of those that you can never forget
even if you’re sad in the end
Sinful, daunted, and left alone in this race
I know that it wouldn't be my case if hadn't brace myself for the moment of truth
I woke up and had to choose
woke up and had to choose.
Happily the choice was easy and my common sense too busy
trying to figure out where truth begins
I choose not to be afraid to be great
not to be late to cross any gate that opens only once in a lifetime
and there's usually no time to think twice
I choose to go three times when no one ever goes at any time
four times or even more I want to make sure if I can lift my body above the floor.
Takie jest życie. Nigdy nie odgadniemy o co w nim chodzi. Jak na dzisiaj koniec, chyba więcej już nie wymyślę ;)
Myślę o lecie, nie mam żadnych planów ale samo wspomnienie słońca, trawy i takich tam- o wiele mi lepiej :) Jeszcze hm... dwa miesiące i będę miała z górki, wtedy już nic mnie nie będzie obchodzić.
Fascynuje mnie to, że nic mnie nie ogranicza. Mam otwartą przyszłość, w sumie wszystko przede mną, jeszcze nic nie jest przesądzone- to jest takie piękne. Niby istnieje jakiś los, przeznaczenie. A może... chyba nie mam racji. W dużej mierze decyduje to kiedy, gdzie się urodzimy. To kształtuje nasz charakter- otoczenie gdzie się wychowujemy, rodzina, szkoła i takie tam. To ma wpływ na nasze zachowanie, podejmowane decyzje. Czyli co? Nasza przyszłość jest już przesądzona odgórnie? Jejku doszłam do tego, że nic nie jest przypadkiem. Właśnie urodzenie, to z kim przebywamy, dojrzewanie, traktowanie przez rodziców to ma aż taki wpływ. Można urodzić się w biedzie i uciec z tego, być na tyle silnym, aby dać sobie radę w życiu. Można niby być straconym, ale przebywać wśród ludzi, którzy nas pociągną w dół albo w górę. Można mieć pieniądze i czuć, że nic już nie musimy zrobić i umrzeć w tym samym miejscu nic nie wnosząc, ale można też wykorzystać te "środki materialne" i wykształcić się czy co tam chcemy. No to jak w końcu jest? Jakiś pomysł?
Trochę tu pomieszałam, najpierw teza, później doszłam do innej myśli, ale niestety piszę pod wpływem impulsu. Taka pisemna wymiana myśli :)
Co do Smolika, znalazłam fajną piosenkę a raczej tekst (fragment):
Once in my dream
I felt exactly like I was him
and feeling was strangely familiar
one of those that you can never forget
even if you’re sad in the end
Sinful, daunted, and left alone in this race
I know that it wouldn't be my case if hadn't brace myself for the moment of truth
I woke up and had to choose
woke up and had to choose.
Happily the choice was easy and my common sense too busy
trying to figure out where truth begins
I choose not to be afraid to be great
not to be late to cross any gate that opens only once in a lifetime
and there's usually no time to think twice
I choose to go three times when no one ever goes at any time
four times or even more I want to make sure if I can lift my body above the floor.
Takie jest życie. Nigdy nie odgadniemy o co w nim chodzi. Jak na dzisiaj koniec, chyba więcej już nie wymyślę ;)
Stało się (znowu tak samo zaczynam wpis). Zadzwoniłam do niej. To było straszne. Ale przecież przez to nie mogłam spać, ryczałam w łóżku przez całą noc... Przy okazji zagłuszam wszystko taką tam pioseneczką. Nie wrzucam teledysku, nie pasuje mi coś w nim. Jeszcze nie wiem co, jak zwykle. K@$#rwa to moje niezdecydowanie mnie tak wkurza!! Byle jogurtu nie umiem kupić, zawsze muszę przeprowadzać wnikliwe badania rynku na półkach lodówek XD A! Link do piosenki Robots In Disguise - Argument. Piosenka, oczywiście znowu od tej koleżanki, może nie za bardzo moja robota w wyszukiwaniu ale to już się nie liczy, ważne że działa.
Jako że jestem już bo rozmowie ostatecznej wiem, że kolejny dzień ferii będę miała przerąbany- bosko!
"You're being pathetic
You're gonna regret it
I'm hating you lately
I want my 3.80
You're pulling that face in my space,
Same noises each day, rewind and press play"
Co do tego braku zdecydowania, kiedyś dopisałam, że muszę napisać wpis o oszukiwaniu przez ludzi. Dlaczego się tego tak boję? Strach, ale przed czym? Mój lęk, który objawia się też przy kontakcie z ludźmi, na których mi zależy, polega właśnie na tym. Nie chcę ranić ani zostać zraniona. Najczęściej, kiedy zauważam, że kontakt z drugą osobą (mówię o płci przeciwnej) może przerodzić się w coś więcej, wycofuję się, uciekam, staram się zapomnieć, udawać że nic nie było, bo często jeszcze nic się nie wydarzyło, jedynie ja sobie coś ubzdurałam. I to wszystko, dlatego że nie chcę tego utracić, boję się. Dzięki temu łatwiej jest mi nastawiać się negatywnie do tej osoby, aby przypadkiem żadne uczucia się nie wytworzyły, abym się nie otworzyła i nie została źle oceniona, potraktowana. Masakra ... Jak dobrze, że jeszcze nie natrafiłam na faceta, który rzeczywiście byłby podobny do tego mojego wzoru, ani pod względem intelektualnym, wizualnym ani żadnym takim. A! I kolejna rzecz, która jest we mnie cholernie dziwna. Imponuje mi jak facet ma umysł ścisły. O Boże! Jestem obca!! Ha ha ha, ojj Obcy to był film...
EDIT: Zastanawiałam się czy nie wrzucić zdjęcia Aliena większych rozmiarów, ale dla dobra mojej psychiki zrezygnowałam
Jako że jestem już bo rozmowie ostatecznej wiem, że kolejny dzień ferii będę miała przerąbany- bosko!
"You're being pathetic
You're gonna regret it
I'm hating you lately
I want my 3.80
You're pulling that face in my space,
Same noises each day, rewind and press play"
Co do tego braku zdecydowania, kiedyś dopisałam, że muszę napisać wpis o oszukiwaniu przez ludzi. Dlaczego się tego tak boję? Strach, ale przed czym? Mój lęk, który objawia się też przy kontakcie z ludźmi, na których mi zależy, polega właśnie na tym. Nie chcę ranić ani zostać zraniona. Najczęściej, kiedy zauważam, że kontakt z drugą osobą (mówię o płci przeciwnej) może przerodzić się w coś więcej, wycofuję się, uciekam, staram się zapomnieć, udawać że nic nie było, bo często jeszcze nic się nie wydarzyło, jedynie ja sobie coś ubzdurałam. I to wszystko, dlatego że nie chcę tego utracić, boję się. Dzięki temu łatwiej jest mi nastawiać się negatywnie do tej osoby, aby przypadkiem żadne uczucia się nie wytworzyły, abym się nie otworzyła i nie została źle oceniona, potraktowana. Masakra ... Jak dobrze, że jeszcze nie natrafiłam na faceta, który rzeczywiście byłby podobny do tego mojego wzoru, ani pod względem intelektualnym, wizualnym ani żadnym takim. A! I kolejna rzecz, która jest we mnie cholernie dziwna. Imponuje mi jak facet ma umysł ścisły. O Boże! Jestem obca!! Ha ha ha, ojj Obcy to był film...
EDIT: Zastanawiałam się czy nie wrzucić zdjęcia Aliena większych rozmiarów, ale dla dobra mojej psychiki zrezygnowałam
Niby ferie a tyle muszę zrobić... kolejne zbiory z fizyki do wyliczania, kolejne książki do przeczytania. Cały czas przychodzą mi na myśl istotne sprawy, o których chciałabym tutaj napisać. Było o tym co uważam za szczęście, było troche o mnie. Zauważyłam, że nie jesteśmy w stanie zatuszować swojej osobowości. Wszystko zaczynając od muzyki kończąc na wyglądzie bloga mówi o nas. Wydaje mi się, że poznawanie ludzi przez internet bądz prowadzenie z nimi jakiejś rozmowy jest o wiele lepsze niż w realu. Nie dlatego, że mniej się krępujemy i nasze wewnętrzne bariery topnieją tylko dlatego, że poznawając kogoś oceniamy od razu jego wygląd, sposób wypowiadania się itd. itp. a wirtualny kontakt nam na to nie pozwala. Może przez to skupiamy się np. na muzyce, tych wszystkich tłach, obrazkach bo nadal mamy taką chęć ocenienia tej osoby, spróbowania zgadnąć jaki może mieć charakter i uosobienie- przynajmniej zauważyłam to u siebie :) To jest takie głupie, a często mówimy sobie jakim to trzeba być tolerancyjnym, otwartym ale chyba o to chodzi. Gdybyśmy nie mogli próbować ocenić ludzi po cechach zewętrznych to dopiero mogliby nas oszukać. Wygląd przekazuje informacje o tym, jak dana osoba żyje, co lubi, jak reaguje na stres lub czy jest zestresowana. Ech... takie tam wywody, nigdy nie mogę sobie tego odmówić.
Muzyka... zauważyłam, że odgrywa baaardzo istotną rolę w życiu każdego człowieka. Tylu z nas nawet nie wie co lubi, jaki gatunek mu odpowiada. A po co ona w ogóle jest? Właśnie się nad tym zastanawiałam, i możliwe, że pozwala nam radzić sobie z emocjami, z daną sytuacją. Daje nam możliwość zapomnienia albo nastrojenia się jak kto chce. Ale to jaki rodzaj muzyki lubimy świadczy też o tym czego nam brakuje (są to wszystko moje spekulacje). Przecież osoba potrzebująca dawki adrenaliny, lubiąca hałas i inne takie a nie żyjąca w ten sposób pobudza organizm ostrymi brzmieniami jak rock, metal etc. Wydaje mi się, że ja podświadomie poszukuję ukojenia, spokoju- dlatego znalazłam coś nietypowego. Pewnego dnia, słuchając z koleżanką jej piosenek (uwielbia electro i takie tam)-doszłyśmy do Portishead Roads. A że sytuacja była stresująca i nie byłyśmy w dobrym stanie psychicznym od razu mi się spodobało. I tak weszłam w ten cały gatunek muzyki elektronicznej, trip hop następnie downtempo jakiś chillout a na końcu odnalazłam jazz. Dlaczego odnalazłam? Bo nigdy nie czułam chęci do tej muzyki, byłam wręcz neutralna na jakiekolwiek dźwięki- niewybredna, a tu BUM, teraz niczego innego nie mogę słuchać. Wszytko inne wydaje mi się, że nie ma przekazu, duszy. Bo czy mogą doprowadzić Ciebie do stanu przemyśleń, odpoczynku ruszające tyłkami piosenkari R&B czy popu, nie że przeszkadzają mi one, ale potrzebuję czegoś więcej, czegoś nietypowego, bo niestety dzisiejsze życie jest strasznie rutynowe i smutne. Muzyka, której słucham jest nieskończona, codziennie odkrywam nowe kawałki, grupy, nie miałam nigdy pojęcia, że pokocham coś co było mi zawsze tak odległe.
Więcej w sekcji użytkownika, chociaż jeżeli nie wyciszyłeś dźwięku to i tak to zauważyłeś.
EDIT: O tym oszukiwaniu przez ludzi muszę napisać... za mało czasu
Muzyka... zauważyłam, że odgrywa baaardzo istotną rolę w życiu każdego człowieka. Tylu z nas nawet nie wie co lubi, jaki gatunek mu odpowiada. A po co ona w ogóle jest? Właśnie się nad tym zastanawiałam, i możliwe, że pozwala nam radzić sobie z emocjami, z daną sytuacją. Daje nam możliwość zapomnienia albo nastrojenia się jak kto chce. Ale to jaki rodzaj muzyki lubimy świadczy też o tym czego nam brakuje (są to wszystko moje spekulacje). Przecież osoba potrzebująca dawki adrenaliny, lubiąca hałas i inne takie a nie żyjąca w ten sposób pobudza organizm ostrymi brzmieniami jak rock, metal etc. Wydaje mi się, że ja podświadomie poszukuję ukojenia, spokoju- dlatego znalazłam coś nietypowego. Pewnego dnia, słuchając z koleżanką jej piosenek (uwielbia electro i takie tam)-doszłyśmy do Portishead Roads. A że sytuacja była stresująca i nie byłyśmy w dobrym stanie psychicznym od razu mi się spodobało. I tak weszłam w ten cały gatunek muzyki elektronicznej, trip hop następnie downtempo jakiś chillout a na końcu odnalazłam jazz. Dlaczego odnalazłam? Bo nigdy nie czułam chęci do tej muzyki, byłam wręcz neutralna na jakiekolwiek dźwięki- niewybredna, a tu BUM, teraz niczego innego nie mogę słuchać. Wszytko inne wydaje mi się, że nie ma przekazu, duszy. Bo czy mogą doprowadzić Ciebie do stanu przemyśleń, odpoczynku ruszające tyłkami piosenkari R&B czy popu, nie że przeszkadzają mi one, ale potrzebuję czegoś więcej, czegoś nietypowego, bo niestety dzisiejsze życie jest strasznie rutynowe i smutne. Muzyka, której słucham jest nieskończona, codziennie odkrywam nowe kawałki, grupy, nie miałam nigdy pojęcia, że pokocham coś co było mi zawsze tak odległe.
Więcej w sekcji użytkownika, chociaż jeżeli nie wyciszyłeś dźwięku to i tak to zauważyłeś.
EDIT: O tym oszukiwaniu przez ludzi muszę napisać... za mało czasu
Jestem zbyt młoda, aby móc rozpocząć życie takie jakie chcę a za stara, aby żyć w błogiej nieświadomości. Niestety... W sumie w moim życiu nigdy nie było takich beztroskich zabaw, może odległy okres przedszkolny ale na nic to nie wpłynęło. Zastanawiam się nad tym, dlaczego los mnie nie oszczędza. Każdy zawsze jest z czegoś niezadowolony jednak, kiedy patrzę na moje koleżanki, rówieśniczki zastanawiam się jakie ona może mieć problemy, przecież ma takie super życie... Zero stresu, przejmowania się tym co dla mnie jest wszystkim: nauka i rozwój... Właśnie dlatego całe życie nie mogłam znaleźć osób podzielających to nastawienie zresztą w tym wieku oni myślą o imprezach, piwie itd... nie dla mnie, nie dla dziewczyny wracającej po ciężkim dniu do małej klatki, z brakiem własnego miejsca. Nigdy nie będę w stanie iść razem z nimi, zabawić się, nie mogę zapomnieć o tym, że nie mam takiej prostej przyszłości i drogi aby osiągnąć to o czym marzę. A te marzenia są wygórowane, jak wszystko co robię, przesycone ambicjami wręcz nie do wykonania, ale ja zawsze dam sobie rade nigdy mnie nic nie złamie. Zresztą co:
-odrzucenie? Własny ojciec nie chce mieć ze mną kontaktu.
-samotność? Całe życie byłam sama.
-porażka? Przeżywam ją prawie na każdym kroku, bo los nie może być dla mnie szczęśliwy, nie mogę mieć rodziców lekarzy, prawników i innych mogących zapewnić mi cokolwiek, ja jednak będę musiała do wszystkiego dojść sama, wyjechać, kupić bilet w jedną stronę, znaleźć mieszkanie i oczywiście dostać się na uniwersytet ten wymarzony gdzieś w Niemczech lub Szwajcarii... Muszę dawać z siebie tyle, ale nie mogę narzekać, przecież zawsze może być gorzej. Mogłabym się urodzić i przebywać wśród ludzi, którzy doprowadziliby mnie do stanu wiecznego kaca i bycia w ciągu. Powinnam się cieszyć, że mam cele i przyszłość, która jest jak miękka plastelina, wszystko mogę z niej ulepić oczywiście czas jest ograniczony. Myślę nad sensem życia, rozwój? miłość? potomstwo? kariera? pieniądze? Wiesz co... nic z tych rzeczy, każdy jest inny ale nasz cel to szczęście, jedyne w swoim rodzaju, dla każdego inne, dla mnie jest to chyba rozwój związany z małymi sukcesami upewniającymi mnie w przekonaniu, że to co robię jest dobre i pewnie jakieś zrozumienie i akceptacja u drugiej osoby ale tego jeszcze nie odnalazłam. Jak widzisz nie możemy mówić (co często robiłam), że ktoś ma złe wartości w życiu, ma inne a o gustach się nie dyskutuje :P jeśli ktoś lubi zabawiać się cały dzień, lub robić zakupy trudno. Tak długo jest to dla niego dobre jak długo daje mu szczęście, bo o to chodzi.
Myślę sobie, dlaczego nie może mi wychodzić tyle aż rzeczy, obawiam się, że na końcu będę porównywana do osób, które nic nie zrobiły w ogóle nie pracowały tak jak ja na sukces ale np. nie powiedzie mi się... boję się, że życie będzie nadal dla mnie niesprawiedliwe a ja już nie mogę, za dużo musiałam przejść i za dużo znosić. Tyle osób nic nie robi a mają same nagrody od losu, czy mogę mówić, że nie mam szczęścia... to takie głupie, przecież sama na to pracuję... ale ja tyle z siebie dawałam ...
Może nie wszystko mi się udaje, bo bilans pomiędzy pozytywnymi wydarzeniami a negatywnymi jest niewyrównany, może za dużo rzeczy jest w moim dniu smutnych i przez to nie mogę osiągnąć tego co ci, którzy wracają do domków z mamusiami gotującymi obiad, tatusiem zarabiającym kasę, pokojem przepełnionym idealną atmosferą do osiągania sukcesu... czy przesadzam, przecież nie powinnam przejmować się jakąś tam nauką, ale ja wiem, że mi nikt nie pomoże, wszystko co zrobię będę musiała udowodnić sobą i swoimi osiągnięciami, dlatego tak mi zależy, bo jestem prawie sama (nic nie wspomniałam o jednej osobie, cudownej, która poświęciła dla mnie bardzo dużo- moja kochana mama). Gdyby moim celem byłoby dostanie się na PP (politechnikę poznańską) dałabym sobie ze wszystkim spokój, jednak jak wcześniej napisałam nie mam zamiaru w ogóle studiować tutaj, zresztą nie mogę, bo Polakiem nie jestem ale to inna sprawa na inny wpis... Może przesadzam, mam kochającą mamę, cele i ambicje oraz możliwości, zainteresowania i ją, którą tyle mi daje. Kurde... przecież oni mają gorzej, co zrobią później jak przyjdą trudności? Ja przynajmniej już jakiś krzyż nosić musiałam i jak już napisałam nic mnie nie złamie.
-odrzucenie? Własny ojciec nie chce mieć ze mną kontaktu.
-samotność? Całe życie byłam sama.
-porażka? Przeżywam ją prawie na każdym kroku, bo los nie może być dla mnie szczęśliwy, nie mogę mieć rodziców lekarzy, prawników i innych mogących zapewnić mi cokolwiek, ja jednak będę musiała do wszystkiego dojść sama, wyjechać, kupić bilet w jedną stronę, znaleźć mieszkanie i oczywiście dostać się na uniwersytet ten wymarzony gdzieś w Niemczech lub Szwajcarii... Muszę dawać z siebie tyle, ale nie mogę narzekać, przecież zawsze może być gorzej. Mogłabym się urodzić i przebywać wśród ludzi, którzy doprowadziliby mnie do stanu wiecznego kaca i bycia w ciągu. Powinnam się cieszyć, że mam cele i przyszłość, która jest jak miękka plastelina, wszystko mogę z niej ulepić oczywiście czas jest ograniczony. Myślę nad sensem życia, rozwój? miłość? potomstwo? kariera? pieniądze? Wiesz co... nic z tych rzeczy, każdy jest inny ale nasz cel to szczęście, jedyne w swoim rodzaju, dla każdego inne, dla mnie jest to chyba rozwój związany z małymi sukcesami upewniającymi mnie w przekonaniu, że to co robię jest dobre i pewnie jakieś zrozumienie i akceptacja u drugiej osoby ale tego jeszcze nie odnalazłam. Jak widzisz nie możemy mówić (co często robiłam), że ktoś ma złe wartości w życiu, ma inne a o gustach się nie dyskutuje :P jeśli ktoś lubi zabawiać się cały dzień, lub robić zakupy trudno. Tak długo jest to dla niego dobre jak długo daje mu szczęście, bo o to chodzi.
Myślę sobie, dlaczego nie może mi wychodzić tyle aż rzeczy, obawiam się, że na końcu będę porównywana do osób, które nic nie zrobiły w ogóle nie pracowały tak jak ja na sukces ale np. nie powiedzie mi się... boję się, że życie będzie nadal dla mnie niesprawiedliwe a ja już nie mogę, za dużo musiałam przejść i za dużo znosić. Tyle osób nic nie robi a mają same nagrody od losu, czy mogę mówić, że nie mam szczęścia... to takie głupie, przecież sama na to pracuję... ale ja tyle z siebie dawałam ...
Może nie wszystko mi się udaje, bo bilans pomiędzy pozytywnymi wydarzeniami a negatywnymi jest niewyrównany, może za dużo rzeczy jest w moim dniu smutnych i przez to nie mogę osiągnąć tego co ci, którzy wracają do domków z mamusiami gotującymi obiad, tatusiem zarabiającym kasę, pokojem przepełnionym idealną atmosferą do osiągania sukcesu... czy przesadzam, przecież nie powinnam przejmować się jakąś tam nauką, ale ja wiem, że mi nikt nie pomoże, wszystko co zrobię będę musiała udowodnić sobą i swoimi osiągnięciami, dlatego tak mi zależy, bo jestem prawie sama (nic nie wspomniałam o jednej osobie, cudownej, która poświęciła dla mnie bardzo dużo- moja kochana mama). Gdyby moim celem byłoby dostanie się na PP (politechnikę poznańską) dałabym sobie ze wszystkim spokój, jednak jak wcześniej napisałam nie mam zamiaru w ogóle studiować tutaj, zresztą nie mogę, bo Polakiem nie jestem ale to inna sprawa na inny wpis... Może przesadzam, mam kochającą mamę, cele i ambicje oraz możliwości, zainteresowania i ją, którą tyle mi daje. Kurde... przecież oni mają gorzej, co zrobią później jak przyjdą trudności? Ja przynajmniej już jakiś krzyż nosić musiałam i jak już napisałam nic mnie nie złamie.
Tagi:
life
Stało się, zrobiłam coś czego nigdy nie chciałam, założyłam blog... niestety moje życie tak się ułożyło, że mam potrzebę dzielenia się moim smutkiem czy wydarzeniami a za bardzo nie mam z kim... Chciałabym tutaj pisać wszystko o mnie ale bez zobowiązań, nie chcę dzielić się informacjami typu imię, nazwisko najlepiej i miejscowość z adresem mailem i gadu gadu nie... wyrażę siebie tutaj przez inne rzeczy jak muzyka, styl itd. nie szukam przyjaciół, bo tu ich nie znajdę zwyczajnie piszę coś czego nawet nie musisz czytać ale będzie mi miło oczywiście jeśli poświęcisz kiedyś te 2 minuty a moje bazgroły doprowadzą ciebie do małych refleksji :) Nie szukam też potwierdzenia racji moich zapisków chcę tylko wiedzieć, że może ktoś także podziela moje myśli i ma podobne spojrzenie na świat. Szczerze? Jeszcze nigdy nie spotkałam takiej osoby :)
Wrzucam piosenkę, jedną z moich ulubionych Portishead, bo właśnie trip hopu i elektroniki słucham :)
pukpuk
Wrzucam piosenkę, jedną z moich ulubionych Portishead, bo właśnie trip hopu i elektroniki słucham :)
pukpuk





